repertuary.pl
Profile

Profile: Dragonnfly

Films comments:

Un long dimanche de fiancailles Dragonnfly, 21. sierpnia 2005 godz. 01:04

Amelia...pokochałam ten film dopiero po 5 oglądnięciu. A to jest typowe dzielo Jouneta
Mocno mieszane uczucia. Zawiera w sobie czar rodem z Amelii, jednak już mocno przesadzili z obscenicznymi scenami. Każda para została przedstawiona poprzez seks i to zazwyczaj perwersyjny. Po co? Wyciąć te sceny a o wiele przyjemniej ibez zniesmaczenia oglądałobny się ten film. Ponad to Audrey jak zwykle zasuwa Amelią i nie widziałam nigdzie, żeby umiała inaczej wykreować rolę. Wątek z listonoszem jest najlepszy. Zakończenie TROCHĘ zaskakujące. Generalnie zalecam poczekanie, aż film wyjdzie w telewizji. Nie ma co sie spieszyć i kasę wydawać.

Reconstruction Dragonnfly, 21. sierpnia 2005 godz. 00:50

Mieszane uczucia...generalnie dobry
przez pierwsze 15 min. oglądałam bardzo uważnie, nie chcąc zatracić wątku i w ogóle w sposób jak najpełniejszy przeżyć ten film. Przez nastęny kawał czasu, jakaś ponad połowa, z powodów nie do końca dla mnie jasnych zrobilo mi się mdło i ściskało mnie w żołądku. Może dlatego, że prowadzenie filmu było tak przewrotne jak na kolejce górskiej i mimo, że nie po raz pierwszy oglądam filmy w których posłużono się takim zabiegiem montażowym i taką konstrukcją filmu ('konstrukcja' to bardzo trafne słowo dla tego filmu). I chociaż generalnie pomysł był świetny, to wielu rzeczy nie uzasadniono (bo rozumiem, że nie wszystko musi być dopowiedziane). Dopiero na ostatnie 15 minut ból, który trzymał mój żołądek przeszedł do gardła, żeby uzmysłowić mi, może nie aż wzruszenie, ale napewno odczuwanie z postacią. Kilka scen było naprawdę magicznych, zwłaszcza ostatnie. Muzyka (skądś ją znam) świetnie dobrana. Szkoda tylko, że właśnie ten film puszczono podczas nocy filmowej w arsie jako ostatni. Niewiele osób miało jeszcze siłe myśleć i skończyło sie to sporadycznym chrapaniem z sali... cóż, o 4:30 nad ranem...

Crash Dragonnfly, 10. sierpnia 2005 godz. 12:36

Film na który mogłabym się wybrać dziesiątki razów.
Wspaniałe dzieło. Właśnie tak. Bałam się, że ten film będzie przewidywalny, amerykański, albo nudny typu "10 razy: trąbka". Bałam się, że skoro jest tyle wątków, to będą one wszystkie potraktowane powierzchownie i tylko o efekt będzie chodzić. A tu...odjęło mi mowę. Naprawdę bardzo polecam. jesli chcesz się miło zaskoczyć sztuką amerykańską POLECAM. Jeśli chcesz pójść na poprostu świetny film POLECAM. Jeśli film ma zmusić do przemyśleń POLECAM! Jeśli w kinie chcesz odpocząc, przespać się, najeść się popcornu popijając colę i/lub być zaskakiwany nowymi efektami specjalnymi TO NIE DLA CIEBIE. Film dla ludzi inteligentnych lubiących używać swego intelektu. cóż, ja ten film uwielbiam :)

War of the Worlds Dragonnfly, 10. sierpnia 2005 godz. 12:18

Efekty 7/10, fabuła i jakikolwiek sens -10/10! A kosmici to poprostu rozzłoszczone ET!
Spielberg I want my money back! Absolutnie! Gorszy film niż to badziewie na którym byłam to Garfield! Matko! Dokładnie! Miłośnicy chały i ludzie pasjonujący się siorbaniem Coli, chrupaniem popcornu i oblizywaniem palców pójdą na ten filmów i będą zachwyceni. Jeśli jesteś miłośnikiem SF uciekaj nawet przed plakatami! Udawaj, że taki film nie powstał. Będzie Ci łatwiej w życiu. Tom Cruise miał okazję 10 razy pokazać jakim jest aktorem (liczyłam)zrobił to raz. Porażka. A świetnej aktorce, Dakocie Fenning, Steven nie dał żadnej szansy (poza sceną ze śpiewem)pokazania na co ją stać, bo miała cały czas wrzeszczeć jak idiotka. Litości! Uszy bolą, oczy łzawią. Byłam strasznie zirytowana i do tego te krzyki, tylko dlatego nie zasnęłam.